Szczepienia obowiązkowe w europie

Źródło: U.S. Air Force photo/Senior Airman Vernon Young

Jerzy Zięba vs. szczepionki

Lubię czytać książki popularnonaukowe, które w sposób przystępny dla zwykłego śmiertelnika tłumaczą skomplikowane zagadnienia naukowe. Jedną z moich ulubionych książek tego typu jest „Krótka historia czasu” Stephena Hawkinga, z której nawet laik może dowiedzieć się bardzo dużo o wszechświecie i o niesamowicie ciekawych zjawiskach fizycznych. Napisać książkę popularnonaukową nie jest łatwo. Trzeba być specjalistą z danej dziedziny, a jednocześnie posiąść zdolność do przekazywania swojej wiedzy w sposób prosty. Zupełnym nieporozumieniem jest natomiast pisanie książki popularnonaukowej przez osobę, która nie ma elementarnej wiedzy o tematyce, o której pisze.
Nie można wytłumaczyć komuś w prosty sposób skomplikowanych zjawisk, samemu nie znając ich zawiłości, a przynajmniej nie można tego zrobić w sposób rzetelny.

Tak jest w przypadku Jerzego Zięby i obydwu części „Ukrytych terapii”. Autor wykłada się na podstawach każdej dziedziny tworzącej interdyscyplinarną naukę jaką jest medycyna. Można by szukać usprawiedliwienia i tłumaczyć sobie te rażące błędy merytoryczne brakiem odpowiedniego wykształcenia, ale moim zdaniem tytuł inżyniera zobowiązuje. Zobowiązuje chociażby do znajomości podstawowych zabiegów matematycznych. Procenty, dzielenie, mnożenie… myślę, że nie są to zdolności matematyczne wykraczające poza materiał gimnazjum. Tymczasem pan inżynier najwyraźniej tej wiedzy nie posiadł i z uporem maniaka twierdzi, że LDL transportuje jedną (sic!) cząsteczkę cholesterolu. Każdy lekarz, farmaceuta czy biochemik słysząc takie rozważania parsknie śmiechem, bo ma chemiczną wyobraźnię i wiedzę.

Jerzy Zięba tej wiedzy nie ma, ale mógłby policzyć: 52% masy LDL to cholesterol. Znając całkowitą masę jednej cząsteczki LDL, procentową zawartość cholesterolu w jednej cząsteczce LDL, i masę pojedynczej cząstki cholesterolu, inżynier powinien być w stanie policzyć, że w LDL znajduje się grubo ponad 2000 cząstek cholesterolu. Nie tylko inżynier, a każdy średnio rozgarnięty gimnazjalista poradziłby sobie z takim zadaniem. To nie jedyny cholesterolowy nonsens przedstawiony przez Ziębę w drugiej części „Ukrytych Terapii” – więcej bredni opisałem tutaj: „Cholesterol – Zięba vs. reszta świata”.

Rozdział o cholesterolu jest popisem braku wiedzy, wyobraźni i całkowitej ignorancji autora. Dalej nie jest wcale ciekawiej, a jeden z ostatnich rozdziałów zatytułowany „Szczepionki – wielkie oszustwo” jest wspaniałą kontynuacją pseudonaukowych wypocin Zięby o żenująco niskiej lub raczej zerowej wartości naukowej.
W rozdziale o szczepionkach Zięba podaje 13 tez/pytań, do których w tym wpisie chciałbym się odnieść.

1. “Czym jest szczepionka?”

Już w pierwszym pytaniu Zięba zaskakuje swoją logiką (jej brakiem?). Otóż podaje on definicje leku według Słownika Języka Polskiego oraz według Prawa Farmaceutycznego. Pierwsza definicja mówi, że lek to substancja, która leczy, natomiast druga definiuje lek jako substancję, która zapobiega, leczy lub służy diagnozie choroby.
Autor pyta następnie: „Dlaczego coś, czego nie stosuje się jako lek, mimo to jest zarejestrowane jako lek? Czy to jest legalne?”.
Naprawdę nie wiem, w jakim świecie żyje Jerzy Zięba, ale w moim, nielegalne jest działanie niezgodne z prawem, a nie niezgodne ze Słownikiem Języka Polskiego.
To definicja prawna, a nie słownikowa określa co może, a co nie może być zarejestrowane jako lek. Zięba jako wykładnie prawa stosuje natomiast słownik, a według jego rozważań szczepionka (słownikowym) lekiem nie jest, co daje mu podstawy do powątpiewania w legalność rejestracji szczepionek jako leków.


2. “Żeby jakaś substancja była zaklasyfikowana jako lek, musi przejść przez bardzo rygorystyczne badania kliniczne”

Tak. Rzeczywiście tak jest, a szczepionki nie są pod tym względem uprzywilejowane. Zięba twierdzi, że warunkiem dopuszczenia leku do obrotu jest testowanie go przez wiele lat, na kilku tysiącach obiektów, bezwzględnie z podwójną ślepą próbą, grupą kontrolną itd., bo inaczej medycy uznają badania za bezwartościowe.
Nie jest to prawda. Istnieją oczywiście pewne standardy, a metodyka prowadzenia badań ma istotny wpływ na ocenę ich wyników. Nie ma natomiast prawnych wymogów określających liczbę uczestników badania czy wymogów odnośnie zaślepienia, grup kontrolnych, grupy placebo etc.

W badaniach klinicznych należy kierować się Dobrą Praktyką Kliniczną, która (w dużym skrócie) omawia zasady przeprowadzenia badań, tak aby ich wyniki były wiarygodne, a same badania przeprowadzone zgodnie z etyką lekarską. Wyznacznikiem tej wiarygodności nie jest ani zastosowanie grupy kontrolnej, ani zaślepienie, ani zastosowanie leku placebo. Ostatecznie lek po przeprowadzeniu badań klinicznych musi otrzymać pozwolenie na dopuszczenie do obrotu. Tym łatwiej otrzymać pozwolenie, im wyższa jakość badań i im mniej wątpliwości co do działań pożądanych i niepożądanych leku.

Długi czas badań klinicznych nie jest uwarunkowany wymogami prawnymi, a czystą ekonomią. Badania kosztują miliony dolarów. Porażką byłoby zainwestowanie ogromnych pieniędzy w badania, które ze względu na błędy metodologiczne czy słabą jakość nie uzasadniały by celowości dopuszczenia leku do obrotu. Aby zainwestowane w badania pieniądze przeniosły się na późniejszy zysk, jakość badań musi gwarantować, że będą one odpowiednią podstawą dopuszczenia leku do obrotu, a to wymaga czasu.

Ostatecznie istnieją leki, w badaniu których te tzw. „złote standardy” są niezgodne z etyką i z tego powodu nie mogą być stosowane. Przykładem jest chociażby odstąpienie od drugiej fazy badań klinicznych w przypadku leków cytostatycznych: druga faza, to badania leku (m.in. farmakokinetyki) na osobach zdrowych. Zastosowanie leków cytostatycznych na osobach zdrowych było by wysoce nieetyczne, a wręcz niezgodne z prawem.

Podobnie sytuacja wygląda w przypadku nowych wersji dostępnych szczepionek. Opracowując nowe szczepionki, przeciwko patogenom, na które produkty immunizacyjne są już dostępne wymaga zrezygnowania z grupy placebo. Dlaczego? Ponieważ nowy produkt ma teoretyczne podstawy do działania tak jak produkt stary bądź lepiej (różnica wyłącznie w adjuwantach i antygenach, identyczny mechanizm działania).
Nieetyczne było by stosowanie grupy placebo w badaniu profilaktyki konkretnej choroby, jeśli skuteczna profilaktyka jest już dostępna. Tak jak w przypadku cytostatyków byłoby to niezgodne z prawem, umyślne narażenie na utratę zdrowia lub życia. Dlatego skuteczność i bezpieczeństwo nowych „wersji” szczepionek, ocenia się w odniesieniu produktów już dostępnych.

Nie oznacza to, że nie prowadzi się badań z neutralną, nieszczepioną grupą pacjentów. Grupa kontrolna nie musi być grupą aktualną – może być grupą historyczną, co oznacza, że prowadzi się badania porównujące np. dzieci szczepione szczepionką BCG w pierwszej dobie, z dziećmi, które w pierwszej dobie szczepione nie były (np. dzieci urodzone przed wprowadzeniem BCG jako szczepienia obowiązkowego).

Inna możliwość to porównanie stanu zdrowia dzieci np. Polskich (szczepionych w pierwszej dobie życia) z dziećmi Niemieckimi (nieszczepionymi w pierwszej dobie życia), lub dzieci z krajów w których szczepi się masowo z dziećmi z krajów w których szczepienia nie są normą.
Takie badania są prowadzone i nie dają podstaw, do twierdzenia, że szczepionki są lekami niebezpiecznymi. Wręcz przeciwnie, wieloletnie badania wskazują na to, że szczepionki to jedna z najbezpieczniejszych dostępnych leków. Jednocześnie nie oznacza to, że są produktami zupełnie bezpiecznymi, bez działań niepożądanych – takie występują w przypadku każdego leku i każdej substancji podanej pozajelitowo.

Badania nad nowymi szczepionkami przeciw chorobom, na które szczepienia nie zostały jeszcze opracowane, przeprowadzane są oczywiście z grupą placebo.

Zięba pisze też „[dla szczepionek] Nie ma żadnych badań, takich jak dla innych leków: z grupą kontrolną, podwójnie ślepych, trwających kilka lat, itd.”. Zupełny nonsens. Każdy lek po wprowadzeniu do obrotu znajduje się w czwartej fazie badań klinicznych. Oznacza to, że badanie kliniczne nigdy się nie kończy, a szczepionki wprowadzone np. w 1990 są poddawane badaniom już od 29 lat. Przeciwnicy mówią, że to kiepski argument, kiedy system zgłaszania NOPów jest tak słaby, ale patrzmy na problem nieco szerzej. Nie tyko Polska ma system zgłaszania NOPów, a nawet zdaniem antyszczepionkowców takie systemy działają znacznie lepiej w innych europejskich krajach. Nauka nie zna granic – w Polsce korzystamy nie tylko z obserwacji Polskich, ale również z tych wspaniałych krajów, w których zgłaszane jest każde powikłanie poszczepienne.


3. “Ciekawe jest to, że nikt (to znaczy: nikt o minimalnej wiedzy i odrobinie rozsądku) nie powie, że jakiekolwiek związki rtęci, a tym bardziej związki aluminium czy formaldehyd są nieszkodliwe dla organizmu człowieka.”

Rzeczywiście nikt o minimalnej wiedzy tak nie powie. Nikt o minimalnej wiedzy nie powie też, że woda czy tlen w powietrzu są nieszkodliwe. Tlen dla przykładu (również ten w powietrzu) jest bardzo istotnym czynnikiem rakotwórczym, a i woda też może zatruć i zabić.

Zięba szczególnie pochyla się nad formaldehydem – w okresie, w którym wydawał drugą część „Ukrytych terapii” rtęć i aluminium w szczepionkach komentowano już dosyć szeroko. O formaldehydzie mało kto jeszcze słyszał. Zięba chciał najwyraźniej szokować, ale jak to z nim bywa, wiedzy brakowało, a doczytać najwyraźniej się nie chciało. Formaldehyd rzeczywiście został zaliczony przez IARC do kancerogenów grupy 1. Kiedy przyjrzeć się naukowej opinii IARC można dojść do wniosku, że rakotwórcze działanie formaldehydu jest lokalne – może coś mnie ominęło, ale nie zanotowałem, żeby u dzieci obserwowano masowe, lub chociaż zwiększone występowanie mięśniakomięsaków czy tłuszczakomięsaków w miejscu podania szczepionki. Nic dziwnego… organizm noworodka produkuje codziennie tyle formaldehydu, ile znajduje się w 18.500 dawkach szczepionek.
Formaldehyd powoduje nowotwory u osób narażonych na inhalację w warunkach przemysłowych. Zięba twierdzi, że nawet najmniejsza ilość formaldehydu „nie powinna się znaleźć w organizmie żadnego człowieka, a tym bardziej malutkiego dziecka”. Panie Zięba, każda żywa komórka produkuje formaldehyd, a jeden bananek ma tyle formaldehydu co 16 szczepionek.

Wszystkie szczepienia, które dostaje dziecko w ciągu swojego życia, to mniej formaldehydu niż w 100g dorsza… mniej więcej tyle co w dwóch świeżych banankach.

O formaldehydzie w szczepionkach już kiedyś pisałem: „Formaldehyd. Kolejna trucizna w szczepionkach? Nie, nie, nie!”

To dopiero 3 z 13 szczepionkowych tez Zięby, a więc ciąg dalszy z pewnością nastąpi…

Dodaj komentarz

avatar
  Subscribe  
Powiadom o