Źródło: Pexels;

Kolejka – stan umysłu?

Pamiętam jak przez mgłę, jeszcze jako kilkulatek czekałem z rodzicami w naszym Małym Fiacie w kilkusetmetrowej kolejce do stacji CPN po przydział paliwa. Rok to był 1987.
W tamtych słusznie minionych czasach tzw. „komuny” w kolejce stało się za każdym towarem, czy to było paliwo, szynka czy ubrania. Starsi z Was to zapewne pamiętają, młodsi mogą spytać rodziców lub dziadków.

Jednak w tamtych czasach stanie w tasiemcowej, nieraz kilkudniowej (!) kolejce nie zawsze było jedynym sposobem zdobycia przysłowiowej szynki. Kto żył dobrze ze sklepową mógł liczyć na lepsze kąski od zaplecza. Kto posiadał dolary, mógł wszystko kupić (po zawyżonych cenach) w Pewex-ie. Przynależność do Partii bywała również pomocna.
Każdy jednak, kto pamięta tamte czasy powie, że z dostępem do lekarza nie było żadnego problemu – usługi medyczne finansowane były bezpośrednio z budżetu, a lekarzy było stosunkowo wielu.

Dziś, 30 lat później, sprawy się mają zupełnie inaczej. Możliwość zakupu benzyny, szynki czy czegokolwiek innego nie nastręcza przeciętnemu obywatelowi większych trudności organizacyjnych.
Ochrona zdrowia natomiast, stała się dziś dobrem niemalże luksusowym – przyzna to każdy, kto choć raz chciał dostać się do lekarza specjalisty lub na zabiegi rehabilitacyjne.
Pominę w dalszych rozważaniach opiekę szpitalną, skupię się na opiece ambulatoryjnej.

Dlaczego tak się dzieje?

Podobnie jak przysłowiowa „szynka za komuny”, publiczna ambulatoryjna opieka zdrowotna jest obecnie towarem ściśle reglamentowanym.
Jak kiedyś Władza Ludowa decydowała o szynce, tak dziś NFZ decyduje o tym, gdzie obywatel może iść do lekarza specjalisty i na zabiegi rehabilitacyjne.
Raz na kilka lat ma miejsce postępowanie konkursowe, w trakcie, którego wszystkie poradnie danego typu składają do Funduszu oferty. Te z nich, które zdobędą najwięcej punktów – dostają kontrakt (punkty są przyznawane za jakość przygotowania poradni oraz za „taniość” oferowanych usług).
Taki kontrakt poradni z NFZ nie jest bynajmniej workiem bez dna. Kontrakt ściśle określa roczną ilość punktów rozliczeniowych, jakie poradnia ma do swojej dyspozycji – co przy w miarę stałych kosztach punktowych wizyt u danego specjalisty, przekłada się w dość prosty sposób na ilość porad, jakie dana poradnia może udzielić w ciągu roku. Jeśli porad będzie mniej – zazwyczaj oznacza to obcięcie kontraktu. Jeśli natomiast porad jest więcej – te nadmiarowe określane są jako nadwykonanie (choć za nadwykonania NFZ powinien zapłacić, zazwyczaj albo nie robi tego wcale, albo płaci tylko częściowo i to z opóźnieniem)

Do czego prowadzi reglamentacja usług medycznych?

Taki system musi rodzić patologie – dokładnie te same, które znamy z czasów PRL.
Odpowiednikiem znudzonej sklepowej w pustym sklepie są na przykład fizjoterapeuci w prawie pustej przychodni, w której ze względu na mały kontrakt zapisy są na termin za 6 czy 9 miesięcy (oczywiście prywatnie – od ręki)
Kolejki też same się napędzają – często po kilku tygodniach czy miesiącach Pacjent zapomina o wizycie, nie zgłasza się, a nie odwołując jej blokuje miejsce innym osobom (z mojej praktyki – jeśli termin oczekiwania wynosi do 7 dni, zgłaszają się praktycznie wszyscy zapisani, natomiast im dłuższy czas oczekiwania, tym gorsza zgłaszalność).
Odpowiednikiem cwaniaków kupujących towar od zaplecza są ci co wkradli się w łaski personelu poradni – choć oficjalnie nikt tego nie przyzna, tajemnicą poliszynela jest to, że kolejka oczekujących nie jest rzeczą sztywną. I dla „zaprzyjaźnionych” zawsze się znajdzie jakiś szybszy termin.
Wreszcie – zamiast do Pewex-u po jeansy, dziś chodzimy do prywatnych gabinetów po zdrowie, również płacąc za to słono (co nie znaczy, że niezasadnie, podkreślam!). W skrajnych przypadkach, wizyta poza publicznym systemem jest jedyną szansą uzyskania niezbędnej pomocy medycznej.

Jak z tym problemem radzą sobie inne kraje? Co można zrobić, by ograniczyć tę patologię w Polsce? O tym napiszę już wkrótce!

P.S. Aktualny stan kolejek w ramach NFZ można śledzić na bieżąco na stronie www.terminyleczenia.nfz.gov.pl – dane są aktualizowane co kilka dni

Autor

lekarz specjalista rehabilitacji medycznej

 

1
Dodaj komentarz

avatar
1 Comment authors
tdk Recent comment authors
  Subscribe  
najnowszy najstarszy oceniany
Powiadom o
tdk
Gość
tdk

Apropos odwoływania wizyt: znam co najmniej jedną sytuację, w której odwołanie wizyty przekraczało możliwości logistyczne schorowanego pacjenta (trzeba było pójść osobiście pod gabinet, odstać swoje – raz jeszcze – tylko po to, żeby zgłosić odwołanie wizyty, a to dlatego, że panie w rejestracji głównej nie chciały przyjąć takiego zgłoszenia). Rzecz się działa w Centrum Onkologii na Roentgena w Warszawie